Generalnie nie oglądam telewizji. Wyjątkiem jest coraz rzadziej występująca w przyrodzie sytuacja, w której jakiś tam telewizor naprawiam, lub po tej naprawie testuje. Wprawdzie zazwyczaj z pięciu dostępnych kanałów wybieram jedyny informacyjny, ale zdarzy mi się czasem zajrzeć na inny. Co wtedy widzę? Otóż większość kanałów oferuje swoim widzom mega blok reklamowy, znienacka przerwany fragmentem filmu, serwisu informacyjnego czy też serialu. Tak na marginesie to obecnie produkowane seriale to również reklama. Pani Zosia podjeżdża nowiutkim modelem marki takiej to a takiej pod szpital, a pan Józek który w tym czasie skończył dyżur, odjeżdża ośmioletnim anonimem bez znaczka na klapie. Również Władziu, choć nie widać jakiej marki komórki używa, to telefon od Henia zaraz uświadamia widzom że to aparat marki tej i tej, czyli tej samej co produkuje również opony i gumofilce. Co ciekawe to te seriale, choć niby o życiu, niewiele mają z tym codziennym życiem wspólnego. Nikt nie pali, po domu wszyscy chodzą w butach, a studenci nie mają kaca, ale za to mają pełną lodówkę.
Nie inaczej jest w radiu. Radia akurat zdarza mi się często słuchać, tego gdzie można usłyszeć np. Wojtka Manna, Janka Ptaszyna-Wróblewskiego czy rozbawionego Artura Andrusa, ale będąc gdzieś "przelotem" niestety stykam się ze stacjami komercyjnymi. Reklama radiowa jest chyba gorsza od telewizyjnej. O ile w przypadku oglądania telewizji można wykorzystać tą przerwę na wycieczkę do lodówki albo wuca, o tyle radio jest urządzeniem raczej towarzyszącym przy codziennych zajęciach i nie jest na tyle absorbujące aby sobie robić od niego przerwy. W dodatku reklama radiowa jest jeszcze bardziej idiotyczna od tej telewizyjnej. Prym chyba wiedzie sieć salonów ze sprzętem elektronicznym i agd, w której kiedyś miałem okazję pracować, ale zaraz za nią są producenci różnych farmaceutyków. Tak w ogóle to przerażająca jest ilość leków bez recepty wciskanych nam na siłę przez ich producentów. Na szczęście większość z nich nie ma żadnego oddziaływania poza wypłukiwaniem portfela, w przeciwnym przypadku rozchorowalibyśmy się na dobre.
Trochę mniejsze spustoszenie sieje reklama na budynkach i pojazdach. Co prawda szare blokowiska i pojazdy komunikacji miejskiej raczej zyskały na wyglądzie, ale niestety zabytkowe kamieniczki i w ogóle starówki jednak na tym tracą. Jakoś nie pasuje mi widok wyremontowanego budynku z nowoczesnym szyldem "kodak express" czy innego ciucholandu. Okazuje się jednak że można nie oszpecać, i to nawet niewielkim kosztem.



Na szczęście gazetki z supermarketów, zostawiane kilogramami na blokowych skrzynkach na listy, są ostatnio, zapewne z powodu redukcji kosztów, drukowane na zwykłym papierze gazetowym. I dobrze, bo i w kotłowni znajdą zastosowanie jako rozpałka, i zmiętolone jako wypełniacz przy pakowaniu przesyłek. Na marketing trzeba się uodpornić, a i czasem niecnie wykorzystać niezgodnie z przeznaczeniem.